Fez – czy był wisienką na torcie?

Fez był ostatnim miastem, który odwiedziliśmy podczas naszej marokańskiej przygody i… bardzo nas rozczarował. Brak tu serdeczności mieszkańców, ludzie nastawieni są bardziej na korzyść pieniężną, ciężko znaleźć coś lokalnego do zjedzenia, a na dodatek jest brudno.

Medyna w Fezie – Fes el-Bali, to jedna z najbardziej skomplikowanych medyn na świecie. Szacuje się, że mieszka w niej 200-250 tys. ludzi. Tak jak w Marrakeszu transport w obrębie medyny odbywa się głównie na skuterach, to w Fezie wykorzystywane są w tym celu osły i muły. Podobno w Fezie jest ponad 10 tys. osiołków! Do środka medyny prowadzi 14 bram.

 

Po zachodniej stronie medyny znajdują się bramy Bab Chorfa i Bab Bou Jeoud (nazywana Błękitną Bramą), przez które można wyjść na plac Baghdadi i dotrzeć do spokojnego ogrodu Jardin de Bou Jeloud, w którym znajduje się spora sadzawka z fontanną.

Idąc dalej w kierunku zachodnim dojdziemy do Pałacu Królewskiego Dar El Makhzen (Royal Palace of Fez / Palais de Fes), powstałego w XIII wieku. Od strony zachodnio-południowej znajduje się wejście do posiadłości pałacowych przez bogato zdobioną ogromną bramę. My trafiliśmy do niej pod koniec dnia i złote zdobienia bramy mieniły się w zachodzącym słońcu.

Brama Pałacu Królewskiego Dar El Makhzen.

Do pałacu od południa przylega Mellah, dzielnica żydowska, w której panuje straszny ścisk, nie dość, że uliczki są dość wąskie, to stoiska są dosyć rozłożyste. Nie znajdziecie tu zbyt wielu produktów robionych pod turystów, raczej małe lokalne sklepiki z różnościami. Do XIII wieku mellah znajdował się przy meczecie Karawijjin, lecz został przeniesiony przez Marynidów, którzy chcieli mieć blisko pałacu dobrych rzemieślników i finansistów. Najważniejszym zabytkiem mellahu jest synagoga Danan (Ibn Danan) i cmentarz żydowski, niestety zamknięte i mogliśmy je zobaczyć jedynie z zewnątrz.

Idąc od bramy Bab Bou Jeloud w kierunku wschodnim, wgłąb medyny, cały czas prosto po około stu metrach po prawej stronie ukaże nam się wejście do szkoły koranicznej – Medresy Bou Inania, schowanej między stoiskami targowymi. Medresa powstała w latach 1350-1355 za panowania dynastii Marynidów – sułtana Abu Inana, o którego medrasa wzięła swoją nazwę. Sam sułtan nie był zbyt religijny, ale uważa się, że chciał w ten sposób postawić sobie pomnik, by wpisać się w historię. Niestety tę medresę można tylko zwiedzać częściowo, nie tak jak w Meknes. Dziedziniec jest bogato zdobiony – można podziwiać rzeźbienia w drewnie cedrowym, płytki zulajdż z geometrycznymi wzorami czy wersety z Koranu na fasadach, lecz ilość turystów przeszkadza w spokojnym odwiedzeniu tego miejsca.

W zawiłych uliczkach można znaleźć Place en-Nejjarine (Plac Stolarzy), przy którym nadal pracują w swoich pracowniach rzemieślnicy. W przewodniku można znaleźć informacje o “przyciągającej wzrok fontannie An-Najjarine, uważana za najładniejszą w mieście”, która jest niestety popadającą w ruinę, niedziałającą fontanną. Przy placu działa Muzeum Sztuki i Rzemiosł Drewnianych, można tam zajrzeć by zobaczyć ciekawie zdobione wnętrze budynku i wspiąć się po schodach na taras, z którego jest widok na okolicę.

Idąc w kierunku wschodnim dojdziemy do Mosquee Quaraouiyine (meczetu Karawijjin), jednej z najważniejszych budowli w Fezie, niedostępna dla niemuzułmanów. Powstała w 859 r. ufundowana przez Fatimę Bint Muhammad al-Fihri, córkę zamożnego osadnika z Kairuanu (stąd też jej nazwa). Przez dwa wejścia można podejrzeć dziedziniec, wyłożony posadzką składającą się ponoć z 50 tys. płytek.

Obok wejścia do meczetu po przeciwnej stronie znajduje się Funduk Tetuani (Foundouq Staounyine), do którego zajeżdżały głównie karawany z Tetuanu, w którego środku obecnie działają sklepiki z lokalnymi wyrobami – sukniami berberyskimi czy skórzanymi kapciami.

Berberyska suknia ślubna.

Droga dalej prowadzi do placu As-Saffarin (Place Seffarine), na którym rzemieślnicy wykonują różne rzeczy z metalu – od dzbanków na herbatę po kotły.

Kierując się ulicą Derb Mechattin dojdziemy do garbarni (Tanneries Chouara – Garbarnie Szawara), jeśli jesteście zainteresowani zobaczeniem całych garbarni, a nie tylko ich fragmentu – udajcie się w okolice sklepu 64. Sklepikarze zapraszają na swoje tarasy turystów (skorzystanie z takiego zaproszenia to jedyna możliwość aby zobaczyć garbarnie), czasami oferując listek mięty by nie czuć przykrego zapachu. Zapach na tarasie ten nie jest aż taki przykry jakby mogło się wydawać. Sprzedawca sklepu do którego zdecydowaliśmy się wejść opowiedział nam o procesie przygotowania skór i używanych barwnikach, a po oprowadzeniu zachęcał do zakupu swoich produktów. (Jeśli nie zdecydujemy się na zakup niczego, przyjęło się by dać w ramach zapłaty 10 MAD.) Niezwykłość garbarni związana jest z procesem produkcyjnym barwienia skór, który odbywa się w praktycznie niezmienionej formie od setek lat. Nadal stosowane są wyłącznie naturalne barwniki tj. szafran, mięta, henna, a do zmiękczania skór używa się gołębich odchodów.

Długo nie mogłam zabrać się za wpis o Fezie. Oczywiście mogłabym wykręcać się brakiem czasu, ale też dlatego, że Fez okazał się dla nas sporym rozczarowaniem. Zmęczył nas. Zirytował. Po odwiedzonych fantastycznych miejscach w Maroku, napotkanych na naszej drodze sympatycznych mieszkańców, trafiliśmy do miasta, w którym każdy patrzy na turystę przez pryzmat potencjalnego zarobku. Nasze rozczarowanie zaczęło się zaraz po przyjeździe, gdy dotarliśmy do hotelu – Dar Ahl Tadla, w którym pracujący mężczyźni to zwykli oszuści (po powrocie zgłosiliśmy to miejsce do bookingu – STANOWCZO ODRADZAMY), a z każdą godziną coraz bardziej mieliśmy dosyć tego miasta.