Rejs w Toskanii

Na stronie Leo Yachting mogliście przeczytać relację z naszego rejsu. Teraz czas na trochę więcej szczegółów naszej wyprawy i zdjęć!

Pływaliśmy po Toskanii w terminie 27.04-04.05.2019. jachtem Oceanis Clipper 411. Naszym armatorem było North Sardinia Sail (port rozpoczęcia i zakończenia: Castiglioncello), którego serdecznie polecamy – ekspresowe załatwianie formalności, żadnych problemów!

Dzień 1. sobota 27.04.

Na boarding passie mieliśmy godzinę przybycia 1600, ustawiliśmy się pod drzwiami armatora w kolejce i po około godzinie zostaliśmy obsłużeni. Całość papierologii trwała może 20 minut, nie było problemów z zapłaceniem zredukowanej kaucji, obsługująca kobieta była bardzo miła i zaniżyła daną nam ilość pościeli wpisując 5 zamiast 10 (35 euro w kieszeni!). Przy odbieraniu jachtu doszło początkowo do nieporozumienia – wg armatora czarterujący powinien sam sprawdzić jacht i oddać wypełnioną check listę, po mojej prośbie przyszło dwóch pracowników i pokazali wszystko. Jacht pomimo 18 lat był wyposażony bardzo dobrze, wiele rzeczy było fabrycznie nowych (poduszki do kokpitu, patelnie, 5 zafoliowanych zestawów do nurkowania). Marina blisko supermarketu, z kilkoma sklepami, barami i darmowymi łazienkami, barami.

Dzień 2. niedziela 28.04.

Ze względu na złe warunki pogodowe kapitanat nie wyraził zgody na wyjście żadnej jednostki z portu. Jachty, które wypłynęły były zawracane przez pontony. Postój na kolejną noc był darmowy.

Dzień 3. poniedziałek 29.04.

Wypłynęliśmy o 0700 i kierowaliśmy się w stronę Portoferraio na Elbie. Pierwsze godziny rejsu upłynęły w burzy z gradem, wiało ok. 20 węzłów i na samym przednim żaglu jacht rozwinął prędkość 8 węzłów. W połowie trasy przestało wiać i płynęliśmy do celu na silniku. Na miejscu w Portoferraio zapłaciliśmy 66,9 euro opłaty portowej, wliczając wodę i prąd. Toalety znajdowały się kilkaset metrów od nabrzeża i kosztowały 0,60 euro za toaletę i 2,60 euro za prysznic. W samym miasteczku nie zobaczyliśmy zbyt wielu miejsc, ponieważ trafiliśmy na dzień patrona miasta i większość atrakcji zamknęła się o 13. Odwiedziliśmy muzeum Napoleona, które nie było zbyt interesujące i mocno naciągane, była to wystawa typu „mundur podobny do używanych przez wojska francuskie w czasach Napoleona”, całość ekspozycji znajdowała się w 2 pomieszczeniach.

Dzień 4. wtorek 30.04.

Wypłynęliśmy około południa i niespiesznie kierowaliśmy się do pobliskiego portu. Po drodze stanęliśmy na kilka godzin na kotwicy na obiad i łapanie słońca. Kilku śmiałków skoczyło do wody, co prawie przypłacili życiem (temperatura jak Bałtyk we wrześniu :D). Marina Marciana to piękny, mały porcik, niedaleko miejscowych sklepików i miasteczka portowego. Można by tam spędzić cały tydzień jeśli czas nie goni i szuka się zacisznego miejsca. Na miejscu zapłaciliśmy 59,00 euro wliczając wodę i prąd. Toalety były naprzeciwko kei i były bezpłatne. Tuż przy porcie znajdują się liczne sklepiki, bary i lodziarnie. W jednej z nich natrafiliśmy na lody o ciekawych smakach: dyni z kurkumą; batata.

 

Dzień 5. środa 1.05.

Wypłynęliśmy około 1000 i płynęliśmy na wyspę Capraia. Niestety niezbyt wiało, przez farwater przeszliśmy na silniku, resztę bujaliśmy się ok 2-3 węzłów na obu żaglach. Malutki port, w okolicy oprócz jednego baru i jednego sklepu nic się nie znajduje. Na miejscu zapłaciliśmy 55,0 euro wliczając wodę i prąd – UWAGA woda w porcie w godzinach 0800 – 2000. Jeśli chodzi o łazienki to powinna być to baza szkoleniowa dla mazurskich ziemian – prysznic 4,00 euro za 3 minuty ciągłej wody i 2 minuty przerywanej. Nie polecamy tej mariny.

Dzień 6. czwartek 2.05.

Wypłynęliśmy rano około 0800 i płynęliśmy do Livorno. Wiatr bez zmian, prędkość na żaglach od 1 do 4 węzłów. Stanęliśmy w miejscowym yacht clubie, oprócz nas nie było praktycznie żywej duszy w porcie. Na miejscu zapłaciliśmy 30,0 euro wliczając wodę i prąd. Dostaliśmy klucz do własnej łazienki, port mogliśmy opuścić do wieczora. Miasteczko jest dość ciekawe, szczególnie warto wybrać się na miejscowy targ i kupić świeże owoce i warzywa, mięsa w hali targowej (Mercato Municipale). Livorno to jedno z wielu włoskich miast, przez które biegną kanały przez co przypomina Wenecję. Niestety nie udało nam się dotrzeć do Akwarium w Livorno i Terrazza Mascagni.

Polecamy na przekąskę/obiad wybrać się do Restauracji La Barrocciaia – dania primo/secondo piatto po 10-12 euro, za wino się płaci tyle ile się wypiło z butelki.

Dzień 7. piątek 3.05.

Wypłynęliśmy około 1500 i z wiatrem 22-25 węzłów w twarz płynęliśmy do Cala de Medici, macierzystej mariny w Castiglioncello. Na miejscu zatankowani byliśmy o 1815, jacht został oddany około 1900. Nie było żadnych problemów, została zwrócona pełna kwota kaucji. Nikt z obsługi nie liczył sztućców ani ręczników, za to wszystko potrzebne do żeglowania było rzetelnie sprawdzone (w przeciwieństwie do Grecji nie było nurka). Okazało się, że jedna z toalet była przytkana, ale zamiast od razu naliczać horrendalne kwoty za naprawę, obsługa odetkała ją widelcem.

Dzień 8. sobota 4.05.

Zgodnie z umową mieliśmy opuścić jacht o 0800, ale pozwolono nam zostać nawet do 1000 ze względu na brak czarteru w następnym tygodniu. Jesteśmy bardzo zadowoleni z armatora i jachtu, który pomimo bycia studencką wersją budżetową, całkowicie spełnił nasze oczekiwania. Jedyne minusy to ploter i VHF wyłącznie pod pokładem oraz brak mapy na ploterze (nie pokazywała żadnych szczegółów ani głębokości).

Otwarcie sezonu żeglarskiego 2019 w Toskanii uważamy za udane!