Z wizytą w berberyjskiej wiosce w Atlasie Wysokim

Po spędzeniu dnia na zwiedzaniu Marrakeszu udaliśmy się na całodniowy wyjazd do berberyjskiej wioski połączony z trekkingiem w Atlasie Wysokim (byliśmy przekonani, że dotrzemy do Atlasu Średniego). Wycieczkę kupiliśmy za pośrednictwem airbnb (dzięki linkowi widocznemu u dołu ekranu otrzymacie zniżkę na noclegi i atrakcje zakupione za ich pośrednictwem :)) i trochę przestraszeni, ale podekscytowani udaliśmy się o 8 rano na spotkanie z naszym przewodnikiem Mustaphą.

Berberowie (Berberzy) – rdzenna ludność Berberii w północnej Afryce i na Saharze. Jest to grupa bardzo zróżnicowana etnicznie, od wieków populacja miesza się z ludnością z Półwyspu Arabskiego i ciemnoskórymi mieszkańcami terenów położonych w głębi Afryki. Dlatego pośród Berberów możemy spotkać zarówno osoby ciemnoskóre, jak i niebieskookich blondynów. Berberowie stanowią około 33% ludności Maroka. Nazwa Berber pochodzi od łacińskiego barbarus barbarzyńca. Berberowie nazywają sami siebie Amazigh (l.mn. Imazighen) – “ludzie wolni”.

Wyróżnić można kilka grup Berberów m.in.:

  • Kabylowie – zamieszkujący wybrzeża Morza Śródziemnego;
  • Masmuda – plemię osiadłe w zachodnim Atlasie Wysokim i Antyatlasie;
  • Rifenowie – zamieszkują góry Rif na północy Maroka;
  • Sanhadża – prowadzący koczowniczy tryb życia pasterze, których można spotkać m.in. w południowej części Maroka, w środkowym i wschodnim Atlasie Wysokim oraz Atlasie Średnim;
  • Tuaregowie – przebywający na środkowej Saharze;
  • Zanata – są myśliwymi i pasterzami ze wschodniego Maroka.

    Mapa Berberów

Berberowie nie czują się Marokańczykami i nie identyfikują się z państwem, w granicach którego żyją. Nie płacą oni podatków rządowi

państwa, ale nie otrzymują z ich strony także oficjalnych dotacji czy pomocy. Życie wioski skoncentrowane jest na głównej komórce społecznej, jaką tworzy bardzo liczna rodzina oraz plemię, do którego należy dane gospodarstwo. Stosunek Berberów do domu, rodziny i otaczającej ich przyrody, pól czy zwierząt, przetrwał do obecnych czasów praktycznie w niezmienionym stanie, co mieliśmy okazję obserwować w trakcie wycieczki do wioski Berberów w Atlasie Wysokim.

* Szacuje się, że językami berberyjskimi mówi dzisiaj jeszcze od 6 do 7 mln ludzi; najwięcej w Maroku i Algierii. Najdalej stwierdzony zasięg Berberów dotyczy Wysp Kanaryjskich, gdzie byli znani pod nazwą Guanczów ⇒ wpis Garachico i Guanchowie.

Przed wyjazdem czekał nas ciężki wybór wyboru wycieczki, długo z nim zwlekaliśmy, gdyż na portalu airbnb jest ich co najmniej 15 i różnią się  drobnymi szczegółami, a my nie potrafiliśmy się zdecydować. Naszym wyborem kierował zarówno plan, ale i dobre opinie, których było mnóstwo w przypadku wycieczki organizowanej przez Mustaphę. I tak zarezerwowaliśmy wycieczkę. Wieczór przed otrzymaliśmy wiadomość od gospodarza ze wskazówkami gdzie się rano spotkamy. Punktualnie na placu Jemaa El-Fna pojawił się Mustapha, po szybkim zebraniu wszystkich pasażerów (oprócz nas w wycieczce brały udział 4 inne osoby, dwoje Niemców i dwóch Anglików) i przydzieleniu każdemu świeżo wyciśniętego soku z pomarańczy, wyruszyliśmy w stronę Atlasu Wysokiego. Po drodze czekało nas kilka postojów na zrobienie zdjęć pięknym widokom i opowieści Mustaphy o górach nas otaczających. Nasza trasa obejmowała przejazd przez Tahnaoet, Valley Ghighaya, Moulay Brahim, Asni i spacer przez Imlil, Achayn, Armed, Tagadirte, Ait Souka i widok na Ait Mizane Valley, a zakończyliśmy ją o zachodzie słońca jazdą na wielbłądach z widokiem na Atlas. Najwyższym szczytem Atlasu Wysokiego jest Dżabal Tubkal (4167 m n.p.m.), który wyłonił nam się z chmur dopiero na wysokości Asni.

Wycieczka mimo iż miała trwać 8 godzin, wypełniła nam cały dzień (chyba ponad 12 godzin), emocje które podczas niej przeżywaliśmy są nie do opisania. Musimy przyznać, że nasza wiedza o tej społeczności nie była zbyt obszerna, ale niektóre informacje dotyczące życia Berberów były dla nas szczególnie szokujące, ale po kolei…

Po około 3 godzinach jazdy z krótkimi postojami na zdjęcia i śniadanie składające się z typowego marokańskiego chleba i trzech dodatków: olejku arganowego jadalnego, oliwy z oliwek i marokańskiej nutelli (coś między pastą a kremem z olejku arganowego i przetartych migdałów/orzechów ziemnych), no i oczywiście miętowej herbaty w miejscu lokalnej produkcji olejku arganowego, dojechaliśmy do miejsca, w którym rozpoczął się nasz dwugodzinny treking, zakończony w rodzinnej wiosce Mustaphy. Nasz przewodnik często robił postoje by nam wytłumaczyć budowę domostw czy system upraw lokalnych pól.

Wodospad, jedna z atrakcji turystycznych w tym rejonie, przy której można napić się świeżo wyciskanego pomarańczowego soku.

Hammam – coś w stylu łazienki, łaźni, z której mieszkańcy po kolei korzystają.

Domy Berberów są raczej skromnymi lepiankami, w których znajduje się kilka izb – do wspólnych posiłków, sypialnie, kuchnia. Przy każdym z domów znajduje się hammam – coś w stylu łazienki, łaźni, z której mieszkańcy po kolei korzystają. Toalety znajdują się wewnątrz budynku mieszkalnego i są raczej typu dziury w ziemi. W obejściu znajdują się małe pomieszczenia dla zwierząt – dla osłów, owiec czy świń. Berberowie niewiele mają, ale odnosi się wrażenie, że nie potrzebują wiele, potrafią się przy tym dzielić z innymi – gośćmi czy sąsiadami, i może właśnie dlatego są szczęśliwi. Są w pewnym stopniu samowystarczalni – mają zwierzęta hodowlane dające im siłę roboczą, mleko, wełnę i mięso, mają też ziemie uprawne, których plony zapewniają im pożywienie na długie miesiące. Ku wyjaśnieniu – ziemie, na których żyją Berberowie nie są formalnie ich własnością, lecz rząd w Maroku zaakceptował społeczność i uznaje się, że jeśli przynajmniej jedna osoba może potwierdzić, że dany Berber mieszka w danym miejscu i dba o ziemię, jest ona jego własnością. To samo tyczy się pól uprawnych. Czasami jest tak, że po jednej stronie doliny uprawia się warzywa, natomiast po drugiej – drzewa owocowe.

Ku naszemu zdziwieniu na takiej ziemi zwykle dana rodzina ma jedno lub kilka drzew i każdy wie do kogo jakie drzewo należy. I nikomu w głowie podkradanie jabłek od sąsiada! A jak podczas zbiorów, ktoś potrzebuje pomocy, zawsze może liczyć na sąsiedzką bezinteresowną pomoc. A co jak potrzebuje pomocy, a jest gdzieś daleko od wioski? Wtedy uderza kamieniem o skałę w odpowiednim rytmie. Tak, Berberowie mają również szereg odgłosów, za których pomocą się porozumiewają.

Ciekawostką odnośnie drzew są wycięte ich najniższe konary, z których powycinane są kolejne kawałki kory. Zobaczcie:

 

Mustapha wytłumaczył nam, że wycina się je kiedy kobieta wychodzi za mąż, maluje wtedy takim kawałkiem kory usta na pomarańczowo. To jeden ze sposobów jak rozróżnić mężatkę od kobiety niezamężnej. Innym jest na przykład wiązanie chustki. Mężatka ma ją przewiązaną pośrodku, natomiast dziewczyna przez zamążpójściem wiąże na biodrze. Oczywiście także ważna jest tu swoboda, z jaką dana kobieta rozmawia. Niezamężnym kobietom nie zezwala się na kontakty z mężczyznami, gdyż mogą zostać pomówione, że z nimi były i na zawsze zostać pannami. Dlatego gdy jakiś adorator się pojawi, oprócz powierzchownej rozmowy o pogodzie, może napisać do niej po kryjomu list. Ale jak go dostarczyć swej lubej? I tu na pomoc przychodzi liczne rodzeństwo dziewczyny, które chętnie za dirhama lub dwa dostarczy list swojej siostrze. Lecz i w takim liście nie może być otwarcie wyznana miłość, bo cóż by było gdyby trafił w niepowołane ręce? Dlatego Berberowie wychwalają w nich piękno swych wybranek i czekają na sposobność by je bliżej poznać. Jedną z takich okazji są wesela, na które zapraszani są w miarę możliwości wszyscy członkowie wioski. Takie wesele trwa tydzień, lecz by za bardzo nie ucierpiał majątek rodzin państwa młodych, każdy zaproszonych przynosi coś do jedzenia i picia, lub rodziny się umawiają co wspólnie ugotują, a także prezent dla młodych (na nową drogę życia – np. dywan, tajine czy zastawę do herbaty). Co bogatsi mogą pokusić się o “zakup” domu dla młodych, osoby z pokaźniejszym inwentarzem mogą podarować owcę lub kozę.

Ile żon może mieć Berber? 4. Aż 4, ale musi traktować je równo, tak samo zajmować się swoimi dziećmi, dlatego niewielu Berberów się na to decyduje. Rozwody są dopuszczane, ale nie praktykowane, ponieważ skutkuje to oddaniem przez rozwodnika połowy majątku, z którego trzeba wyżywić całą rodzinę.

W kulturze Berberów panuje niezmienny i wyraźny podział ról, zbieraniem zapasów drewna od wieków zajmują się kobiety.

Po trekingu zatrzymaliśmy się w domu Mustaphy na obiad, ugotowany przez jego mamę. Obiad typowo Berberyski składał się z trzech tajine z kurczakiem, kuskus z warzywami (kuskus gotowany przez 2 godziny nad gotującymi się warzywami) i misy z ryżem, burakami, kukurydzą i papryką. By to stanowczo najlepszy tajine i kuskus jaki mieliśmy okazję jeść w Maroku. Do tego oczywiście miętowa herbata. No i niesamowity widok na Dżabal Tubkal.

Berberowie zwykle mają 5-10 dzieci. Wydawać by się mogło, że to strasznie dużo i ciężko wykarmić taką gromadkę. Jednak oni pojmują to inaczej – każdy w domu na swoje obowiązki. Kobiety zajmują się innymi sprawami niż mężczyźni. Głowa rodziny wraz z synami codziennie troszczy się o zwierzęta (wypasa je i dogląda) i o ziemie, a także jeździ na targ by sprzedawać swoje towary i kupować te najbardziej potrzebne, a niedostępne w wiosce. Kobiety natomiast trudnią się gotowaniem, opieką nad dziećmi i… Chodzeniem codziennie po drewno do pieca. Tak, to jest zadanie kobiet, które najczęściej udają się w tym celu grupami. Najpierw tną gałęzie, a następnie w sporych chustach zakładają je na plecy i znoszą do wioski. Organizacja dnia Berberów wygląda następująco: przed wschodem słońca jedzą na szybko chleb i piją mleko, oporządzają swoje zwierzęta, przed południem jedzą śniadanie, następnie wychodzą do pracy w polu, wszyscy wracają na obiad, po którym po krótkim odpoczynku wracają do pracy by przed zachodem słońca wrócić do domostwa.

Obecnie Berberowie mają elektryczność w wioskach, więc większość z nich ma telefony komórkowe i pozostają ze sobą w stałym kontakcie. W wioskach zwykle jest jedna szkoła – podstawowa, do której chodzą wszystkie dzieci (od 1994 roku nauczanie odbywa się dla nich w języku berberyjskim), mały lokalny sklep, w co większych wioskach znajduje się “szpital”. Jednak taki szpital jest zwykle mniejszy od domu, podejrzewamy, że brakuje tam też odpowiedniego sprzętu (pewnie są podstawowe narzędzia chirurgiczne, kilka rolek gipsu i stetoskop). Berberowie zwykle wolą korzystać z pomocy “uzdrowicieli” (ang. healer), którzy znają się na zielarstwie, opatrywaniu ran i nastawianiu złamanych kości, ze względu na koszty.

Nie mają oni zbyt wiele, a i w wiosce nie ma zbyt wielu samochodów (w wiosce Mustaphy jest ich pięć), a lokalny uzdrowiciel przyjmuje w formie zapłaty dirhama czy jajka/mleko jeśli nie ma dana osoba pieniędzy. Mustapha opowiadał nam, że ostatnio jego szwagrowa zaczęła rodzić w domu i nikt nie chciał pożyczyć im samochodu (karetki z Marrakeszu raczej nie dojeżdżają do tych miejsc), wobec czego zdecydowała się rodzić w domu (na tej samej kanapie, na której on został urodzony…).

To co najbardziej nas zaskoczyło to w jaki sposób podlewane są pola w wioskach i skąd Berberowie biorą wodę. Wzdłuż całej drogi od strumienia towarzyszyły nam kanały (ang. irrygation). Mustapha opowiadał nam w jaki sposób o nie dbają (podczas cotygodniowych zebrań w wiosce, gdzie rozprawia się o najważniejszych kwestiach, może zostać zarządzone czyszczenie kanałów i wtedy z każdej rodziny wyznacza się przynajmniej jedną osobę do tego zadania), ale też że co tydzień, w jeden konkretny dzień, dana rodzina idzie w górę do strumienia “po wodę i ją przynosi”. Gdy zapytałam jak oni przynoszą tę wodę, bo wyobraziłam sobie ogrom wody, jaką trzeba dostarczyć na dane pola, Mustapha odrzekł: wychodzimy nad ranem, około 4 i zamykamy wszystkie korytarze wodne, które idą na pola sąsiadów i tak do wschodu słońca jesteśmy w stanie zamknąć wszystkie i wtedy cały dzień nasze pola są nawadniane.

Genialne, prawda? 😉

Wisienką na torcie tego dnia była jazda na wielbłądach o zachodzie słońca, kiedy na Atlas Wysoki zaczęły nachodzić chmury. Miło było pokołysać się na wielbłądzich grzbietach po całodniowej wędrówce.

 

Na marginesie: Podczas jednego z postojów Mustapha zapytał nas czy słyszeliśmy o dwóch skandynawskich turystkach, które zostały zamordowane niedaleko wioski Imlil w grudniu 2018 r. Wytłumaczył nam z wyraźnym zmieszaniem i niepokojem, jakim szokiem było to zdarzenie dla Berberów, którzy starają się rozwinąć turystykę w tych rejonach i są dla wszystkich przyjezdnych życzliwi. Niestety turystki znalazły się w niewłaściwym miejscu i czasie, dość nieodpowiedzialnie wyruszając późno w góry i rozbijając się w tamtej okolicy bez lokalnego przewodnika, padając ofiarami Marokańczyków powiązanych z ISIS. Mówił o tym, że Berberowie są ludźmi żyjącymi w zgodzie z innymi i z naturą i podobna zbrodnia jest w ich kulturze czymś niepojętym. Przyznał, że jako społeczność zaobserwowali grupę mężczyzn, która w górach stacjonowała przez około 4 dni, co było dla nich dziwne, ponieważ “ludzie gór” znają wszystkich, ewentualnie ktoś kogo znają zna wszystkich. Myśleli, że to turyści, którzy chcieli odpocząć w namiocie rozbitym w górach… Niestety po 4 dniach usłyszeli o ich prawdziwych zamiarach. Powiedział, że jako Berberowie wyrazili władzom swoje zdanie, że zbrodniarze powinni zostać deportowani z Maroka do krajów swoich ofiar i sądzeni przez tamtejsze władze, jak to określił (w obliczu i współpracy ich rodzin).

W obecnym momencie na trasie co około 20 kilometrów spotyka się posterunki policyjne, które legitymują kierowców i osoby podróżujące przez Atlas. Nas policja zazwyczaj przepuszczała na zasadzie zwolnienia i opuszczenia szyb, ale widzieliśmy kierowców, którzy wysiadali z zatrzymanych samochodów.