Thousands welcome in Morocco – czego się spodziewać po krainie tajine?

Thousands welcome in Morocco to jedna z wielu fraz, którą możecie usłyszeć w Maroku, kraju orientalnym, kolorowym, w którym narodową potrawą jest tajine, a wszyscy piją miętową herbatę gęstą od cukru.

Długo przygotowywaliśmy się do wyjazdu czytając przewodniki i różne blogi podróżnicze oraz oglądając zdjęcia na nich. Nasi znajomi pytani o ten kraj zwykle mówili, że jest on dość dziki, pełen naciągaczy i na pewno nas oszukają w knajpie czy taksówce. Jechaliśmy mając to z tyłu głowy, ale możecie wierzyć lub nie, nic przykrego nas nie spotkało, ba! Jesteśmy oczarowani przyjaznym nastawieniem Marokańczyków do turystów, ich otwartością, chęcią pomocy (muszę tu podkreślić: w znakomitej większości bezpłatnej pomocy). Oczywiście, byliśmy w miejscach bardziej i mniej turystycznych, w tych pierwszych widzieliśmy Marokańczyków, którzy czatowali na przyjezdnych z menu, by zaciągnąć ich do swojego lokalu/stoiska czy z koniem, małpą lub wężem (na placu Jemaa El Fna w Marreshu czy La Place Lahdim w Meknes), lecz szanowali odmowę. Podczas swojej podróży spotkaliśmy zarówno Arabów i Berberów, którzy diametralnie się oni od siebie różnią. W drugi dzień naszej podróży pojechaliśmy na wycieczkę do Atlasu Wysokiego, gdzie naszym przewodnikiem był właśnie Berber, ale o tym przeczytacie w kolejnym poście 😉

Jesteśmy pod ogromnym wrażeniem gościnności i przyjacielskiego nastawienia Berberów. Ale to nie znaczy, że nie ma naciągaczy, faux guides czy niebezpieczeństw, po prostu my w czasie naszej 10-dniowej marokańskiej przygody nie mieliśmy przykrych sytuacji. W dużej mierze było to spowodowane gruntownym przygotowaniem do wyjazdu i świadomością grożących niebezpieczeństw (np. telefony, portfele i dokumenty nosiliśmy w saszetkach pod ubraniem, unikaliśmy pytania o drogę i staraliśmy się nie być zbyt impulsywni wobec lokalnych).

Często byliśmy pytani przez miejscowych skąd jesteśmy, a po usłyszeniu, że z Polski co drugi odpowiadał: “Oh, I have a brother/sister in Poland! Oh, my mother/father is from Poland! Oh, I’m going to Poland! Fantastic/great people in Poland!”, co oczywiście powodowało u nas rozbawienie.

Musicie wiedzieć, że Marokańczycy to wielcy poligloci, potrafią po kilka zdań w danym języku i tak po polsku większość potrafi powiedzieć: dzień dobry / spoko Maroko / Lewandowski / herbata za darmo / mucha rucha karalucha. Najzabawniejsze naszym zdaniem było: Roberto Makłowicz jest super, Gessler to dramat.

Maroko urzekło nas nie tylko otwartością tubylców, ale również kolorami i swoim bogactwem kulturalnym, przyrodniczym. Każde z większych miast Maroka ma swój kolor (jeśli chcecie wiedzieć dlaczego taki a nie inny – zjedźcie na dół tego posta) i tak: Marrakesz – czerwony, Meknes – zielony, Fez – niebieski, Rabat – żółty, Chefchaouen – błękitny, Casablanca – biały, ale tak naprawdę w każdym z nich zobaczycie mnóstwo barw – pomalowane budynki, kolorowe mozaiki/kafelki czy ozdoby na uprzężach i osprzęcie osłów, mułów lub koni.

Co jeszcze wyróżnia ten kraj? Piękne drzwi i bramy, z mosiężnymi kołatkami i ozdobami. Czasami lampami w kształcie lampionów z kolorowymi szkiełkami powieszonymi nad nimi. Często przystawaliśmy by nacieszyć nimi oko czy uchwycić je na zdjęciach.

No i… koty. Mnóstwo kotów, które dokarmiane są resztkami przez miejscowych. Nie powinna Was dziwić ich obecność w riadach, darach, sklepach czy restauracjach i obojętność obsługi w stosunku do nich.

Kilka praktycznych informacji

Na wjeździe i wyjeździe do Maroka trzeba wypełnić specjalny formularz – Fiche d’embarquement / debarquement, w którym oprócz podstawowych danych personalnych musimy podać swój cel podróży i miejsce zameldowania w Maroku. Zwykle karta wjazdowa rozdawana jest w samolocie i ma się czas na jej wypełnienie. Sama przeprawa celna i otrzymanie wizy w paszporcie sporo zajmuje, więc trzeba uzbroić się w cierpliwość.

W Maroku obowiązującą walutą jest dirham marokański (MAD), która jest nieosiągalna poza granicami tego państwa. Dirham dzieli się na 100 centymów. W obiegu są banknoty o nominałach do 200 MAD oraz monety 1, 2, 5 i 10 MAD, a także 10, 20 i 50 centymów. Należy zabrać ze sobą euro lub dolary i wymienić pieniądze na lotnisku. Jeśli podczas wyjazdu będziemy potrzebować ponownie udać się do kantoru, w Marrakeszu nie ma problemu z ich znalezieniem, natomiast w Rabacie, Meknes i Fezie jest ich znacznie mniej i lepiej dobrze przeliczyć swoje środki. Również uwaga, że w weekendy są one otwarte znacznie krócej. Istnieje zakaz wywożenia pieniędzy z Maroko, lecz nie podlega to kontroli na lotnisku. Jarek nie wziął na wyjazd gotówki, korzystał wyłącznie z karty Revolut w celu przetestowania jej. Kurs przewalutowania EUR na MAD wynosił ok. 10,75-10,85 czyli był lepszy, niż w kantorach (nieznacznie), zaś opłata za wypłatę z bankomatu niezależnie od kwoty wypłacanej wynosiła 23 MAD.

Językami urzędowymi są arabski i tamazight (język berberyjski), ale większość mieszkańców dodatkowo mówi po francusku. Młodsze pokolenie dodatkowo zna angielski lub hiszpański. W mniej turystycznych miejscach można mieć problemy z porozumiewaniem się w przypadku braku znajomości Arabskiego lub francuskiego, lecz język migowy w takich momentach dobrze się sprawdza, a dodatkowo ile śmiechu przy tym!

Zwyczaje marokańskie

  • dobrym zwyczajem jest zapytanie Marokańczyka o zgodę na zrobienie jemu bądź jego sklepowi zdjęcia. Naczytaliśmy się mnóstwa historii o niechęci Marokańczyków do fotografii i wrogich zachowaniach, ale po 10 dniach możemy z czystym sercem powiedzieć, że jeśli nie celujemy komuś obiektywem w środek czoła, albo nie jest on kuglarzem z wężem lub małpą, możemy spokojnie robić zdjęcia. Oczywiście należy się uśmiechać, a czasem popatrzeć w niebo i odejść na spokojną odległość od razu po zrobieniu zdjęcia 😉
  • do jedzenia nie używamy lewej ręki, jest ona uznawana za nieczystą, dlatego sięgając po potrawy i je spożywając powinniśmy jedynie prawą ręką;
  • “Arabska gościnność” – nie zdziwcie się jeśli podczas Waszej wędrówki po mieście ktoś Was zaprosi do domu, zaproponuje herbatę, jeśli macie czas, nie wypada odmówić. Warto skorzystać z takiego zaproszenia by bliżej poznać marokańską kulturę, jednak dobrym zwyczajem jest coś przynieść dla gospodarza (np. daktyle);

    W Maroku bardzo łatwo można znaleźć przypadkowego friendsa, którego siostra wyszła za Polaka, a Polskę traktuje jak drugi dom i lubi nasz język… rosyjski. Z chęcią doprowadzą nas do celu najdłuższą drogą, koniecznie przez sklepy znajomych 🙂

  • meczety w Maroku są niedostępne dla wyznawców innych religii, jedynym udostępnionym do zwiedzania jest meczet Hassana II w Casablance (wstęp płatny), często podobna zasada obowiązuje cmentarze;
  • jeśli decydujecie się kogoś poprosić by był Waszym przewodnikiem pamiętajcie o zapłacie mu za poświęcony czas (może to być 5 czy 10 MAD) [my podczas swojej wycieczki nie mieliśmy przykrych sytuacji z natarczywymi przewodnikami czy fałszywymi przewodnikami, ale słyszeliśmy i czytaliśmy różne historie, zwykle kiedy decydowaliśmy się na przewodnika, oprowadzał on po jednym miejscu, np. cmentarzu w Rabacie, pochowanych w Meknes meczetach, garbarni w Fezie i zwykle zostawialiśmy im 10 MAD];
  • w Maroku, szczególnie na północy, mieszkańcy często i chętnie proponują sprzedaż haszyszu (głównie mężczyznom). W Chefchaouen’ie wręcz zapraszają na wycieczki do swoich rodzinnych plantacji. Zgodnie z marokańskim prawem zarówno posiadanie, handel oraz spożywanie narkotyków jest zabronione i karane więzieniem. Słyszy się także o “wrabianiu” przyjezdnych przez lokalne służby i ustawianie zasadzek, nie wiemy na ile jest to popularne i ile w tym prawdy. Co do jednego jesteśmy pewni – Maroko z pewnością jest piękniejsze po “tej” stronie krat i trzeba zastanowić się dwa razy zanim coś się zrobi (nie wiemy jak jest po drugiej stronie ;)).

Jak robić zakupy w Maroku? I jak skutecznie się targować?

Myślę, że to pytanie każdy z nas sobie zadaje przed wyprawą do Maroka. My zwykle zakupy robiliśmy w medynach, ale byliśmy także w małych lokalnych sklepikach poza nimi i raz z ciekawości skończyliśmy w centrum handlowym w Fezie w Carrefourze. Ceny pomiędzy miastami różnią się znacznie. W Marrakeszu są one bardzo wysokie, natomiast w Rabacie, Meknes i Fezie są niskie i tam polecamy robić zakupy. Również komfort shoppingu jest o wiele wyższy w tych trzech ostatnich. Czemu? Handlarze nie chcą nam na siłę wcisnąć swojego asortymentu, ba! Nawet po wejściu do sklepu oprócz: Salam Alejkum, zwykle nas nie męczą i pozwalają spokojnie się rozejrzeć.

Musicie pamiętać, że brak targowania niektórzy handlarze uznają za obrazę i nie zdziwcie się jak będą Was traktować z lekceważeniem. Oczywiście nie targujemy się w restauracjach przy podanych cenach w menu (chyba, że wcześniej zaczęliśmy taką rozmowę lub wróciliśmy do danej restauracji czy stoiska) lub gdy ceny są wywieszone (chyba, że bierzemy kilka sztuk danej rzeczy lub cena jest nieadekwatnie wysoka). Najlepiej zwykle zacząć negocjacje od zaproponowania połowy podanej kwoty, wtedy Marokańczycy zwykle opuszczają swoją cenę, a my podnosimy przez nas wskazaną o kilka dirhamów lub ją utrzymujemy. Czasami sprawdza się metoda odejścia od danego stoiska, po czym sprzedawca biegnie za nami i zgadza się na zaproponowaną cenę.

Jeśli nie chcemy czegoś kupować, nie zaczynajmy negocjować. O cenę oczywiście można zapytać, nawet żeby orientacyjnie wiedzieć ile dana rzecz gdzie kosztuje, ale rozpoczęcie negocjacji zwykle wiąże się z zakupem. Szczególnie jeśli odbywa się to przy pysznej miętowej marokańskiej herbacie.

Czasami Marokańczycy, gdy cena podana przez nas jest zbyt niska, zaczynają biadolić, że okradamy ich rodzinę i odejmujemy chleb od ust. Parę śmiesznych historii, zasłyszanych od poznanych przez nas turystów, wiąże się właśnie w negocjacjami cen. Jedna z nich:

Dziewczyna chce kupić olejek arganowy, gdy Marokańczyk podaje jej dość wysoką cenę, ona kalkuluje w głowie i mówi: u mnie w kraju olejek kosztuje o połowę mniej niż u ciebie, dlaczego miałabym ci płacić tak dużo?
Marokańczyk podnosi butelkę i puka w etykietę: bo ten jest bio.

Negocjacje również przeprowadza się gdy chce się udać gdzieś taksówką, zwykle wtedy z kierowcą ustala się konkretną cenę. Musicie wiedzieć, że istnieją dwa rodzaje taksówek: petit taxi i grand taxi. W petit zmieści się tyle osób ile się zmieści, natomiast do grand taxi zmieści się 7 osób (możemy wziąć taką taksówkę w kilka osób, ale cena będzie wyższa, natomiast bardziej opłaca się poczekać na innych chętnych by koszt podróży się rozłożył na więcej osób). I tu kolejna śmieszna historia:

Dziewczyna sama przyleciała do Marrakeszu, chcąc jak najszybciej i najbezpieczniej się dostać do hotelu podeszła do postoju taksówek, próbowała negocjować podaną cenę, kierowca był nieustępliwy, zdecydowała się z nim pojechać. Podjęła ponowną negocjację po dojechaniu do celu mówiąc do kierowcy: stary jest ten samochód, dlaczego muszę tyle płacić za kurs?
Kierowca na to: ale przecież to mercedes!

Marokańczycy zawsze znajdą powód dla którego powinniśmy zapłacić więcej 😉

Kolejna śmieszna historia dotyczy Niemki, którą poznaliśmy w trakcie wycieczki po Atlasie Wysokim. Na placu Jemaa El Fna w Marrakeszu zaczepiła ją starsza kobieta mówiąc, że zrobi jej za darmo hennę na dłoni. Naiwna dziewczyna zgodziła się, bo przecież “za darmo”. Po zakończonym dziele kobieta powiedziała: 250 MAD. Na to zszokowana dziewczyna odpowiedziała, że przecież miało to być za darmo. Marokanka: tak, ale to na szczęście, 250 MAD. Dziewczyna dała jej 50 MAD i odeszła zniesmaczona.

I jedna z naszych historii podczas zakupów, akurat w mellah, dzielnicy żydowskiej, w Marrakeszu, gdzie Jarek i Mikołaj chcieli sobie kupić perfumy w kształcie kostek. Sprzedawca był bardzo miły, bawił się z nami w zgadywanki czy wiemy czym są poszczególne jego produkty i w rozpoznawanie zapachów poszczególnych przypraw. Gdy przyszły do zakupów okazało się, że cena 3 MAD jest liczona od grama, a nie od sztuki. Sprzedawca zaprowadził nas do sąsiedniego sklepu, w którym były napisane ceny, identyczne do tych co on nam podawał i powiedział: you see, democratic price.

Przykładowe ceny:

(kurs dirhama marokańskiego podczas naszego wyjazdu około 1 PLN = 2,50 MAD, 1 EUR = 10,8 MAD)

  • duża butelka wody – 6 MAD
  • świeżo wyciskany sok z owoców bądź trzciny cukrowej – 5 MAD
  • chleb – od 1 do 6 MAD w zależności od rodzaju
  • naleśniki z dodatkami (serem, miodem) – od 5 MAD
  • bułka z mięsem – od 10 MAD
  • tajine – od 30 MAD za wegetariański tajine, 40 MAD za tajine z krewetkami czy kurczakiem
  • kuskus z warzywami – od 30 MAD
  • awokado – od 20/25 MAD za kg
  • banany – od 9 MAD za kg
  • truskawki – 15 MAD za kilogram
  • zupa ślimakowa i miska ślimaków – 10 MAD
  • taksówka z lotniska w Marrakeszu do centrum (stała cena) – 100 MAD w dzień, 150 MAD w nocy
  • wejścia do muzeów niestety znacznie podrożały, 10 MAD płacą Marokańczycy, natomiast obcokrajowcy zwykle 60 MAD (studencką zniżkę otrzymaliśmy wyłącznie w Museum Yves Saint Lauren w łączonym bilecie z Majorelle Jardin 100 MAD zamiast pełego 180 MAD)

Ceny pamiątek:

  • breloczek – od 3 MAD,
  • pocztówka – 3 MAD (znaczek pocztowy 9 MAD),
  • magnes – od 5 MAD, naczynko tajine – 10 MAD,
  • szal bawełniany/sztuczny – 30 MAD, szal kaszmirowy – 50 MAD,
  • torebka pleciona – 40 MAD,
  • szata marokańska z krótkim rękawem – 80/100 MAD, szata marokańska z długim rękawem – 100/120/150 MAD,
  • daktyle w zależności od gatunku od nawet 20 MAD za kg, paczkowane daktyle – 0,5 kg 22 MAD (w sklepie),
  • herbata miętowa czysta (suszone liście) – 30 MAD, herbata mieszana – 50/100 MAD,
  • kapcie skórzane – od 50 MAD,
  • czajniczek mały – 70 MAD, czajniczek duży – 120 MAD,
  • olejek arganowy (poza najbardziej turystycznymi miejscami) – 100 MAD z pierwszego tłoczenia, 70 MAD z drugiego,
  • krem do twarzy arganowy – 80 MAD, szminka do ust arganowa – 60 MAD,
  • szminka ceramiczna do ust – 5 MAD.

Jak się ubierać?

To pytanie często zadają sobie kobiety przed wyjazdem do obcego kraju. Maroko staje się krajem coraz bardziej otwartym na turystów i czasami widywaliśmy turystów w krótkich spodenkach, a turystki w krótkich sukienkach/spódnicach czy koszulkach na ramiączkach, dodatkowo oczywiście z dużymi dekoltami. Jednak bym polecała poruszać się po mieście, szczególnie po medinie, zakrywając bardziej swoje ciało. Oczywiście mężczyźnie raczej nikt nie zwróci uwagi, ale nieadekwatny strój kobiety bardzo rzuca się w oczy i świadczy o braku szacunku dla innej kultury i religii. W związku z tym raczej polecam zaopatrzyć się w długie spodnie lub spódnice (sukienki) i dłuższe koszulki/tuniki z długim rękawem bądź koszule. Dobrze mieć też chustę w plecaku, nigdy nie wiadomo czy nam się nie przyda, w momencie odwiedzania jednego z zabytkowych miejsc. Warto mieć na uwadze by nie brać zbyt dużo biżuterii i tej męskiej i damskiej. I to nie ze względu na potencjalne kradzieże. Jeśli Marokańczyk zauważy, że takową posiadamy, może uznać że jesteśmy bogaci i podać cenę wyższą niż faktyczną.

Planując wyjazd z drugą połówką powinniśmy pamiętać by nie okazywać sobie publicznie uczuć, a przynajmniej nie nazbyt wylewnie. Niemile widziane są pocałunki i przytulanie, chociaż w Rabacie, stolicy Maroka, widzieliśmy marokańskie pary, które okazywały sobie czułości publicznie.

 

* Marrakesz, stolica południowej części kraju, określana jest w dawnej marokańskiej poezji jako czerwona perła rzucona na Atlas. Budynki w tym mieście od początku XII stulecia mają charakterystyczną czerwoną barwę ze względu tzw. tabię – budulec wybrany przez tutejszych inżynierów, złożony głównie z czerwonej gliny. Legendy mówią, że czerwony, krwisty odcień zabudowań łączy się z dramatycznymi wydarzeniami wojennymi, które miały tu miejsce.

Meknes zwany jest marokańskim Wersalem Meknes i utożsamiany jest z zielenią – barwą odrodzenia. Miasto to leży na równinie pełnej zielonych uprawnych pól, winnic i gajów oliwkowych. Meknes, dawna marokańska stolica, szczyci się także ciekawymi zabytkami, szczególnie miejskimi bramami wyjątkowej urody, a wiele z nich zdobią turkusowo-zielone płytki. Ponadto zielony odcień ma większość tutejszych dachów.

Szafszawan, określany mianem Błękitnej Perły, słynie z błękitnych fasad tamtejszych budynków. Istnieje wiele teorii próbujących tłumaczyć, dlaczego mieszkańcy miasteczka postanowili malować swoje budynki na właśnie ten kolor. Niektórzy twierdzą, że odstrasza on komary, inni uważają, że błękitne ściany są dziełem Żydów, którzy chronili się tu w latach trzydziestych. Inna teoria mówi, że błękit, symbolizujący niebo, miał przypominać mieszkańcom o konieczności prowadzenia bogobojnego życia.

Stolica Maroka, Rabat, ma przypisaną żółtą barwę, prawdopodobnie ze względu na upodobanie do piaskowca przy wznoszeniu budynków. Nie jest to jednak teza potwierdzona, jedynie nasze domniemanie.

Biała barwa Casablanki raczej nikogo nie dziwi – jest to nadmorskie miasto słynne z ogromnego meczetu Hassana II.