Jedzenie w Maroku – czym jest tajine i co kryje się w kanapce z Big Chicken

Żadna z kultur nie może istnieć bez jednego czynnika, który nam, podróżnikom, przysparza nieskończonych okazji do nowych doświadczeń, przeżywania kolejnych zachwytów i nierzadko przełamywania swoich barier. Często kończy się dodatkowymi kilogramami przywiezionymi z podróży, na które patrzymy zdecydowanie przychylniej, niż na dodatkowe fałdy po Tłustym Czwartku i sezonie grillowym 😉 Mowa oczywiście o tradycjach kulinarnych, które definiują historię i charakter danej nacji lepiej, niż można by pomyśleć.
Kiedy my podróżujemy zawsze staramy się jeść jak najbardziej lokalnie, starając się stronić od miejsc przygotowanych specjalnie dla turystów, często tracąc umiar w jedzeniu i piciu. Po tygodniowym pobycie w Gruzji byłem w 30% chinkali, w 30% chaczapuri, a reszta rozkładała się pomiędzy tamtejszy chleb, domowe wino i czaczę… po 3 tygodniach zbierania winogron w Szampanii byłem bagietką z brie i szynką wędzoną… i tak dalej, wstyd kontynuować 😉

Kuchnia marokańska jest dość zróżnicowana i bazuje w dużej mierze na bardzo popularnym ostatnio “slow cookingu”, jednak drogą aparaturę zastępują tradycyjne gliniane naczynia i ogień. W tym wpisie opowiemy Wam o potrawach, które możecie zjeść w Maroku, podamy ile to kosztuje i opiszemy miejsca, w których sami jedliśmy podczas 10 dni spędzonych tam.

Tradycyjne tajine gotowane na ogniu.

Symbolem Maroka jest gliniane naczynie z pokrywką, które nazywa się tak samo, jak danie w nim przyrządzane – tajine (tadżin). Tradycyjne naczynie wykonane jest z surowej gliny, jest bardzo tanie (10 MAD) i bardzo nieporęczne, jeśli chcemy kupić je jako pamiątkę. W tajine możemy przyrządzić wszystko co tam włożymy, możemy zjeść wersje z kurczakiem, wegetariańską, z koziną, z krewetkami itp. Standardowo danie tajine, zależnie od wybranego rodzaju, kosztuje około 30-60 MAD, zawsze podawane jest z tutejszym okrągłym, płaskim chlebem. Berberowie jedzą tajine codziennie, różnią się jedynie składniki, które w nim przygotowują.

Tajine w Berberyjskiej wiosce

Potrawą podobną do tajine jest tangia – danie nazwane tak samo, jak gliniane naczynie w kształcie wazonu, w którym potrawy gotują się bardzo długo (5-7 godzin), przez co są bardzo aromatyczne. Na placu Jemaa El-Fna można spróbować tangię z mięsem z wielbłąda o rozmiarze 0,5kg lub 1 kg, my nie próbowaliśmy ze względu na wysoką cenę (100 i 200 MAD) oraz na fakt, że następnego dnia mieliśmy jeździć na wielbłądach i było nam ich szkoda.

Tangia (źródło zdjęcia – Trip Advisor)

Kolejną bardzo popularną potrawą w Maroku jest kuskus, zazwyczaj wymieszany z warzywami z ukrytym kawałkiem mięsa. Bardzo smaczne danie, które polecamy jeść wszędzie Z WYJĄTKIEM placu Jemaa El-Fna – spróbowaliśmy kuskusu w jednej z knajp i wrażenia były dokładnie takie same, jak kiedy próbowałem tam tego dania 7 lat temu – potrawa jest oględnie mówiąc niesmaczna, ma posmak nieświeżości, który jest przykrywany dużą ilością przypraw i tłuszczu, na którym jest odgrzewany. Wszędzie, byle nie tam. Kuskus jest w Maroku potrawą tradycyjną i odświętną, jak u nas rosół. Każdy piątek (dzień na równi z naszą niedzielą) świętują wspólnym jedzeniem kuskusu, który często popijają zimną maślanką. Przepis na tradycyjny marokański kuskus znajdziecie pod tym linkiem, zachęcamy do spróbowania swoich sił 🙂 Ceny kuskusu kształtują się na poziomie ok. 30 MAD.

Kuskus w Berberyjskiej wiosce.

Ciekawą propozycja jest pastilla – rodzaj ciasta, który przyprawia się imbirem, cynamonem, papryką, cebulą, szafranem i kolendrą. Wnętrze wypełnia się migdałami oraz kurczakiem z cynamonem i cukrem lub owocami morza czy daktylami. Najbardziej tradycyjna pastilla skrywa w sobie mięso z młodych gołębi. Ceny zaczynają się od 30 MAD, a kończą nawet na 100 MAD.

Pastilla (źródło – wikipedia)

Popularne są również szaszłyki, które można wybrać w wersji z kurczakiem, innym mięsem lub wegetariańskie, są dobre jako przystawka (koszt to ok 20 MAD).

Jeśli mamy ochotę na zupę Marokańczycy wychodzą nam naprzeciw z harirą i bissarą. Harira to mocno zawiesista zupa, której podstawowym składnikiem jest mięso, zazwyczaj baranie (można zjeść również wersję wegetariańską), z soczewicą, ciecierzycą, bobem, grochem i dużą ilością przypraw. Podawana z jajkami na twardo lub chlebem, zazwyczaj gotowana w ogromnym garnku dla całej rodziny. Bissara to zbliżona do kremu zupa z fasoli, doprawiona dużą ilością czosnku, kuminu, ostrej papryki i oliwy. Jedliśmy na ulicach Meknes, w lokalu o wymiarach 1,5 x 3 metry, zupa kosztowała 6 MAD i była świetna!

Bissara w Meknes.

 

Żeby zjeść w Maroku smacznie i świeżo wcale nie trzeba wchodzić do żadnego lokalu – tutejszy street food nakarmi Was za pół-darmo! Co trzy kroki znajdują się stoiska z lokalnym pieczywem – często jeszcze ciepłymi, okrągłymi chlebkami, których rodzajów jest bardzo wiele, jednak wszystkie mają cechy wspólne – są tanie (1-3 MAD), bardzo sycące, ze względu na pokrycie semoliną często nieprzyjemne dla dziąseł. Jako samodzielna przekąska jak znalazł, polecamy opcję na Małysza (z bananem ;)). Okrągły chlebek dostaniemy do 90% dań, zazwyczaj jest przechowywany w ogromnych koszach nakrytych chustą.

Tradycyjny wypiek pieczywa w Maroku.

Jednym z najlepszych wspomnień jest streetfoodowa kanapka, którą jedliśmy w medynie w Rabacie. Była świetna, kosztowała zaledwie 10 MAD, sprzedawca zrobił ją na naszych oczach, a to co miała w środku… No właśnie nikt nie wie co miała… Sprzedawca łamaną angielszczyzną, połączoną z machaniem rękami oznajmił nam, że to jest kanapka z BIG CHICKEN! Zdecydowanie polecamy kanapki z Big Chickenem, świetne i mocno doprawione, z dużą ilością cebuli (właściwie to tylko mięso Big Chickena i cebula :)). Innym wariantem jaki można spróbować na ulicach Rabatu jest mięso z głowy zwierzęcia, które mamy nadzieje nie było Big Chickenem. Często można natknąć się również na wielkie garnki, w których przygotowywane są ślimaki i wywar do ich popicia (10 MAD).

W Maroku bardzo ważnym składnikiem są jajka, które ugotowane na twardo są dodawane do wielu potraw lub jedzone po posypaniu solą. Sposób ich przechowywania jest w stanie przyprawić Europejczyka o dreszcze i salmonellozę, ale nasz wyjazd odbył się bez żadnych niespodzianek 😉

Bardzo często można się natknąć na gorące płyty, na których kobiety przygotowują naleśniki – można wybrać wersję bez dodatków, z cukrem, serem i wiele innych (kosztują 5-10 MAD). Szczególnie w Rabacie przy wejściu do medyny znajdziecie cały szpaler food trucków-cukierni, w których możecie zakupić najróżniejsze słodkości – od nadziewanych daktyli do opływających kremem tortów. Bardzo dobre są pączki z dziurką (jak donuty), które są bardzo mocno posypane cukrem (kosztują kilka MAD).

Dużą część naszych posiłków stanowiły owoce i warzywa – na stoiskach możecie kupić je dość tanio (zależy od zdolności negocjatorskich), są zazwyczaj bardzo świeże i świetnie uzupełniają dietę pełną mięsa. Miłośnicy oliwek będą w raju – kilogram najróżniejszych oliwek można kupić już za 20 MAD! Do tego wszystkie przyprawy, sosy (sriracha chętnie dodawana do wszystkiego), figi i daktyle… Aż chce się wrócić, choćby na jeden dzień, za to z dwoma dodatkowymi żołądkami 😉

 

 

Nalewanie herbaty to sztuka i forma okazania szacunku (im wyższa wysokość lania herbaty, tym większy szacunek).

Bardzo dużo zostało powiedziane o marokańskim jedzeniu, a jeszcze ani słowa o napojach… Zacznijmy od najważniejszego – Maroko herbatą stoi. Berber whisky nazywana również moroccan whisky to bardzo intensywnie miętowa herbata, z dużym dodatkiem cukru, którą marokańczycy piją non stop. Bardzo często jest integralną częścią transakcji, kiedy sprzedawca zaprasza klientów na kilka szklanek herbaty. Wg dobrych zwyczajów nie powinno się odmawiać przed trzecią, my jednak często dostawaliśmy tylko jedną porcję, więc ciężko powiedzieć o autentyczności tego zwyczaju. Nalewanie herbaty to sztuka i forma okazania szacunku (im wyższa wysokość lania herbaty, tym większy szacunek). Herbatę parzy się zazwyczaj w tradycyjnych metalowych dzbankach, które można kupić na pamiątkę (ceny od 40 MAD w górę, najlepsze ceny znaleźliśmy w Rabacie – dzbanek na 2 osoby, z nóżkami, kosztował 70 MAD). Jeśli macie ochotę na kawę polecam Spicy coffee – kawę z dużą ilością przypraw, bardzo aromatyczna i rozgrzewająca (20 MAD).

 

Czymś, czego bardzo nam brakuje na co dzień są świeżo wyciskane soki. Szczególnie dużo można ich spotkać w Marrakeszu, ich ceny wahają się pomiędzy 4 a 10 MAD (zależnie od użytych owoców) i wspaniale orzeźwiają. Piliśmy je 5 razy dziennie i nadal było nam mało. Co ciekawe często można spotkać lokalne “biznesy”, które składają się wyłącznie ze stolika i ręcznej wyciskarki do pomarańczy.

Czymś, czego nie spotkaliśmy jeszcze w żadnym innym kraju jest sok z trzciny cukrowej, z dodatkiem limonki i imbiru. Bardzo orzeźwia, ma słodki i ciekawy smak. Można na nie natrafić w Rabacie i Marrakeszu. Maszyny do wyciskania soku są często bardzo duże i wyglądają jakby były zrobione z kontenerów na śmieci (sic!).

Jeśli chodzi o alkohol w Maroku jest to sprawa trudna, ale osiągalna. Zdecydowanie łatwiej można napić się w restauracjach w nowych częściach miast, nam udało się wypić piwo w medynie w Marrakeszu. W Fezie odwiedziliśmy lokalne centrum handlowe, ale w ogromnym Carrefourze nie znaleźliśmy ani śladu alkoholu. Jedyną opcją był kieliszek wina w barze przy wejściu do galerii, nie skorzystaliśmy z niej ;).

Czasem brakowało soku i szukaliśmy innego orzeźwienia 🙂

Zazwyczaj w miejscach naszych noclegów staraliśmy się brać dodatkowo śniadanie, żeby uniknąć porannego marnowania czasu (w Maroku życie zaczyna budzić się około 9, na przełomie stycznia i lutego słońce wschodziło niedługo przed 8). Śniadania w Maroku nie są zbyt różnorodne, w 95% są na słodko i składają się z croissanta, pieczywa, marmolady, czasem serka topionego i jajek. Napój zazwyczaj można wybrać spomiędzy herbaty, kawy i kakao. Po kilku dniach brak różnorodności zaczyna męczyć, ale nie narzekaliśmy, szczególnie kiedy śniadanie było wliczone w cenę 😉

Jakie są Wasze gastrowspomnienia z Maroka? Co chcielibyście dodać jakieś potrawy?

Miejsca odwiedzone przez nas w każdym z miast:

Marrakesz

  1. Terrasse Bab Atlas Restaurant – przystępne ceny, a tajine i sałatka marokańska – pyszne! Restauracja ma także kilka stolików na tarasie, skąd można obserwować medynę z góry!
  2. Cafe Árabe – dość drogo i małe porcje, ale jedzenie bardzo nam smakowało.
  3. Cafe Clock Marrakech – właściwie to sieć trzech kawiarni (działających w Marrakeszu, Fezie, Chefchaouen), założona przez Mike’a Richardsona w 2006 roku. Nazwana tak na cześć wielkiego zegara wodnego, który zajmuje ścianę naprzeciwko Bou Inania Madrasa. Ich celem oprócz nakarmienia spragnionych kuchni marokańskiej (i dobrej kawy) turystów, jest także zapoznanie ich ze sztuką i kulturą Maroka, w związku z czym często odbywają się tu koncerty czy spotkania z lokalnymi artystami. Jest to jedno z miejsc, w którym można spróbować wielbłądziego mięsa w postaci “camel burger’a”. (Nie próbowaliśmy.)
  4. Henna Cafe – bardzo ciekawe miejsce, w którym oprócz wypicia tradycyjnej herbaty i spicy coffee możecie wybrać z katalogu tatuaż, który uśmiechnięta kobieta namaluje na waszym ciele. Miejsce jest o tyle ciekawe, że oprócz kawiarni prowadzona jest tam bezpłatna szkoła dla Marokańczyków, którzy mogą nauczyć się czytać i pisać, języka angielskiego i hiszpańskiego, porozmawiać o sztuce i wiele innych. Więcej informacji znajdziecie po kliknięciu w nazwę kawiarni.

  5. Jeśli chodzi o jedzenie na placu Jemaa El-Fna hm… Zależy co macie ochotę spróbować. Większość niestety jest odgrzewana w tłuszczu i można kwestionować świeżość potraw, lecz mięso które my próbowaliśmy (w formie szaszłyków i pastilli) było smaczne. Nie polecamy zamawiania kuskus z warzywami – jest naprawdę niesmaczny (pytanie czy to sprawa przypraw czy może (nie)świeżości?).

Rabat

  1. W Rabacie rządzi street food i nie przechodźcie obok niego obojętnie. Mieszkaliśmy w medynie i wszystkie nasze posiłki zjedliśmy w jej murach. Polecamy spróbowanie kanapki z Big Chickenem i gorącego pieczywa. Koniecznie z sokiem z trzciny cukrowej!
  2. Przy wejściu do medyny, nieopodal parkingu znajdującego się przy Avenue Muhammed V znajdziecie wiele stoisk ze słodkościami. Dalej znajdziecie ciąg bardzo podobnych restauracji, gdzie za niewielką cenę można zjeść smaczny posiłek, np. tortillę z kurczakiem i tajine z krewetkami. Znajdziecie też tutejsze pizze przygotowywane na patelni.

Meknes

  1. Mikroskopijny lokalik z bissarą, jedzą tam wyłącznie lokalni, porcja kosztowała 6 MAD. Po kliknięciu w ten link znajdziecie jego współrzędne, znajduje się na rogu 2 ulic.
  2. Aisha – restauracja z tradycyjnymi potrawami Maroka, ceny są dość wysokie, ale wynagradza to jakość.
  3. Przy placu Lahdim Square znajdziecie dużo restauracji, niedaleko znajduje się souk, na którym możecie kupić świeże produkty i spróbować street foodu.

    Kanapki imitujące Big Chicken z Rabatu, gorsze od oryginału

  4. Przy Agdal Basin Mikołaj spróbował ślimaków, bardzo je sobie chwalił 😉

Szafszawan

  1. Restauracja Assaada – zjedliśmy tam kurczaka z frytkami i tajine wege. Herbatę dostaliśmy w dużych szklankach i była to jedna z najlepszych!

  2. Sok pomarańczowy wyciskany przy potoku, bez używania prądu – świetny!

Fez

  1. Sklep z kiszonymi cytrynami, oliwkami i sosami (klik)
  2. Na tej samej ulicy znajdziecie mnóstwo miejsc, w których możecie zjeść coś na wynos lub na miejscu.

    Sprzedawcy dosłownie skaczą wokół klienta!

  3. Niedaleko potężnej bramy Bab Chems możecie napić się soku z trzciny

    Sok z trzciny

    Dla stałych czytelników oraz tych pierwszy raz na naszej stronie -> kod zniżkowy -50 PLN na rezerwację przez Booking (KLIK) – ilość ograniczona! 😉